Sama nie wiem, czy mogę powiedzieć, że poznaliśmy się przypadkiem (chciałabym móc, bo to zawsze brzmi bardziej magicznie  !). Byliśmy umówieni o 17 na Dworcu Głównym we Wrocławiu, ale nigdy wcześniej nie widzieliśmy się na żywo, i gdyby nie ten wyjazd nie wiedzielibyśmy zapewne nawet o swoim istnieniu. Mowa tu o Italia Trip 2016 – przecudnym wyjeździe którego opisanie wciąż okrutnie odwleka się w czasie. Jego organizatorem był właśnie Wojtek. W 2015 podobna ekipa pod jego „dowództwem” przemierzyła „Hjundajem i Reno” Bałkany, ale o tym później 😉.

Od początku zastanawiał mnie fakt organizowania przez Wojtka tripów do miejsc, które już widział, znał, w dodatku nie czerpiąc przy tym żadnych korzyści finansowych.
– Dobrze jest odwiedzić piękne miejsca z najbliższymi mi ludźmi – tłumaczy – To nic, że już tam byłem, chcę tym wszystkim się z Wami podzielić, mieć wspólne wspomnienia. Poza tym miło jest wrócić po jakimś czasie, przypomnieć sobie: „O, tutaj spałem trzy lata temu, a tam jest dobry punkt widokowy”. I nie zapominajmy, że po drodze docieramy przecież w miejsca, w których nikt z nas do tej pory nie był. To też jest magia.

Sam nie uważa się za „organizatora” tych tripów. Jego zdaniem, przeważnie wychodzi to samo, naturalnie.

 

 

W temacie podróży zacznijmy może jednak od samego początku, bo jest o czym pisać!

Wojtek podróżował po Polsce i Europie od najmłodszych lat – tata zabierał jego oraz starszego „wojtkowego” brata, Karola, m.in. na wypady pod namiot w Bieszczadach, na wyprawy rowerowe (dzieciństwo idealne 😛?). Kilkukrotnie odwiedził Włochy, czy Francję. Wojtek jako pierwszy z rodziny odważył się na lot samolotem (do Egiptu, all-inclusive z Krystianem i Adamem).

Pierwszy dłuższy (=miesięczny) wyjazd zaliczył w 2010 roku dzięki projektowi „Busem przez świat”, którego był współzałożycielem. Wojtek i Karol wraz z trójką kuzynów, Michałem, Krzyśkiem i Markiem, wyruszyli w podróż po Europie starym, rozklekotanym, samodzielnie przerobionym busem kupionym za 2 tysiące od znajomego ojca Wojtka i Karola. Książka opisująca wspomnienia z tego wyjazdu odniosła spory sukces, chłopcy zaczęli pojawiać się w radiu, telewizji, gazetach. Przez to, lub raczej dzięki temu zarzucili pomysł sprzedaży busa (w ten sposób miał zwrócić się koszt całego wyjazdu) i postanowili kontynuować projekt podwyższając sobie równocześnie poprzeczkę.

 

 

Następnie ekipa ruszyła na wschód – przez Bałkany, aż do Istambułu. Wyjazd ten był dla Wojtka tylko kolejnym „przystankiem” przed wyprawą po Ameryce.
– Ten trip nie otrzymał przywileju w postaci własnej książki. Jadąc tam, wciąż myśleliśmy o tym co miało nadejść – o USA.

Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk były celem kolejnej dużej wyprawy. Tym razem wyjazd trwał nie 1, ale aż 3 miesiące. Ameryka Północna wg Wojtka jest najlepszym kontynentem na jakim był, cytując: „Wszystko jest w zasięgu ręki, w ciągu jednego dnia możesz zobaczyć ośnieżone góry i pustynię przy Las Vegas”. Ten trip był dla ekipy „Busem przez świat” naprawdę sporym wyzwaniem – w ogólnodostępnych źródłach nie można było wtedy znaleźć żadnych informacji, które mogłyby pomóc w przemierzeniu Stanów starym busem, czyli… to oni dokonali tego oficjalnie po raz pierwszy.

 

                                                                    (Wojtek w niebieskiej koszulce)

 

Po USA (i sukcesie kolejnej książki) nadeszła pora na spędzenie 3 miesięcy w Australii. Oprócz kangurów, miśków koala, czy dziobaków Wojtek spotkał tam także sporo pająków, węży, skorpionów i uciążliwych much (coś o tym już wiem…). Brak klimatyzacji, wszechobecny upał i odległość też niczego nie ułatwiały. Największe zalety Australii według Wojtka? Plaże, wieczne wakacje i styl życia Australijczyków. Jeśli o mnie chodzi, to jedna z australijskich opowieści Wojtka zniszczyła mi idylliczny charakter Aborygenów – w zamian za zajęcie ich ziem dostali oni domy i inne dobra materialne od państwa i stali się, brzydko mówiąc, menelami. Wojtek często spotykał się z przypadkami żebrania o pieniądze, alkohol lub papierosy (podsumowanie australijskich przygód ekipy „Busem przez świat” znajdziecie w trzeciej książce Karola).

 

 

Rok później padł pomysł skompletowania ekipy składającej się z samych znajomych Wojtka, głównie ze Świdnicy. Cel? Patriotycznie – polskie morze. To było początkiem nowego, podróżniczego etapu w życiu Wojtka. W tym czasie Wojtek starał się też pogodzić pracę etatową z freelanceraskimi zleceniami. Zaczynał jako redaktor naczelny działu wideo w „Naszej Świdnicy” (w ramach tego prowadził także warsztaty z filmowania dla świdnickiej młodzieży), następnie prowadził szkolenia komputerowe oraz marketingowe. W międzyczasie Wojtek otrzymywał pojedyncze zlecenia filmowe. Wraz z upływem czasu, zleceń przybywało, więc Wojtek musiał podjąć jakże trudną decyzję – etat, czy freelance. Wybrał to drugie i była to bardzo dobra decyzja – potwierdzone info!

Aktualnie Wojtek pracuje głównie w Warszawie dla największych agencji eventowych w Polsce – m.in. pięknie dokumentuje konferencje (piękno niby trochę się gryzie z konferencjami, jednak te foty są serio PRO 😛!), zagraniczne wyjazdy incentive (wyjazdy motywacyjne/nagrodowe dla pracowników). Mega sprawa, przyznam subiektywnie, że też bym tak chciała (pomijając sporą odpowiedzialność jaka się z tą pracą wiąże) 😛. Poza tym, ma wakacje kiedy tylko chce!

I dronem Wojtek lata! I foty pstryka! I animacje czyni! I jest bardzo dobrym kierowcą (tuż po otrzymania prawka został kierowcą busa podczas eurotripa wspomnianego powyżej)! I cechuje go niesamowity spokój i opanowanie! I czego to on jeszcze nie umie, ohoho, taki super chłopak z niego (nie, to wcale nie dlatego, że masz dziś urodziny… 😀!).

 

 

Dobra, to jeszcze wracając do wyjazdów ze znajomymi – po polskim morzu kolejnym celem podróży stały się Bałkany, na które ja do tej pory jeszcze nie miałam okazji zawitać. Po drodze psuły się auta, to się je naprawiało, łaziło się po opuszczonych hotelach w Chorwacji, czy dojechało do Albanii, i to wszystko 20-letnimi autkami – legendarnymi „Hjundajem” i „Reno” [R.I.P. 🙁 ].

Kolejny trip niósł za sobą kilka „małych” zmian – do ekipy dołączyły trzy nowe osoby, Maja (przyjaciółka Gosi), Ada i ja („znaleziska” z grupy podróżniczej na Facebook’u), a auta zostały zastąpione nowiutkim, wypożyczonym Oplem Vivaro (żeby przeżywać piękne momenty, a nie chwile trwogi, kiedy auta nie dają już rady). Dobrze było czuć, że nie tylko ja, jako osoba doświadczająca takiego wyjazdu po raz pierwszy, ale i reszta ekipy jest zachwycona miejscami, do których docieraliśmy, nocnymi zakładami o godzinę zachodu Księżyca, jaskiniami, grotami, darmowymi lekcjami paddleboardingu, zwiedzaniem opuszczonego miasteczka, ogniskami, sporo tych pięknych rzeczy było! Myślę, że ten wyjazd tylko dodatkowo zmotywował ekipę do eksplorowania nowych, może jeszcze lepszych miejsc. Był klimat, to na pewno!

2017 był rokiem Portugal/Iberian tripa. Tym razem ekipa liczyła… 15 osób i zajęła dwa busiki Vivaro! Tydzień po starcie na luziku dotarliśmy na Gibraltar i widzieliśmy Afrykę. CZAD (he-he)!!

Ale, ale! Przecież we wrześniu 2017 we dwójkę stopowaliśmy po Norwegii i Wojtek, espeszjali for mi, wszedł na Trolltungę po raz drugi w swoim życiu. I to właśnie Norwegia nas do siebie „zbliżyła”. Wróciliśmy RAZEM i tak już zostało.

Na przełomie listopada i grudnia wybraliśmy się na 4 dni do Izraela. Ceny powaliły nas z nóg, ale przynajmniej wiemy już co po drodze można bez wyrzutów sumienia ominąć i na co poświęcić więcej czasu. Tak czy inaczej, fajnie było zażyć trochę Słońca i ciepła!

O Wojciechu Lewandowskim można by pisać i pisać 😀! Tutaj określiłam Cię, drogi Wojtku, „ogarniaczem wszystkiego” (tak jest), „człowiekiem-tajemnicą” (z biegiem czasu NA SZCZĘŚCIE coraz mniej, chociaż stopniowe poznawanie drugiej osoby ma dla mnie ogromną wartość i urok) oraz m.in. „obieżyświatem” i z racji tego ostatniego życzę Ci/nam PROSTO Z SERDUSZKA (😀) kolejnego X-miesięcznego tripu, bo też chcę nareszcie spróbować „PRAWDZIWEJ” podróży (prawdziwość rzecz subiektywna, dlatego też w cudzysłowie)!

Teraz właśnie do mnie dotarło, że jesteś, Wojtku, moim takim trochę autorytetem, a ja bardzobardzobardzobardzo, bardzo rzadko mówię tak o kimkolwiek. Cieszę się, że jeszcze kilka kontynentów wciąż przed Tobą, jest co wspólnie odkrywać (czy to w ekipie, czy to w dwójkę – w sensie ze mną!). Tak samo jak ciągle mam problem z kupowaniem Ci prezentów, tak i ze składaniem życzeń, nie wiem czemu, może wciąż za mało Cię znam (@L3 W K0ŃCU M@MY PRZ3D $0BĄ C@Ł3 ŻYC!3 NA $ZCZĘŚC!3!!!111!1 XD). Spokoju Ci życzę. I żeby trip na Sycylię się udał. I żeby Ci ani wątroba, ani płuca nie wysiadły. NIGDY! I żebyś miał własnego Opla Vivaro, co by przestać dofinansowywać wypożyczalnie aut na czas tripów 😀. Pięknej reszty życia (bo wbrew temu co mówisz, trochę Ci do tej starości jeszcze brakuje 😛!